• Wpisów:670
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 21:49
  • Licznik odwiedzin:29 680 / 2571 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Usunęłam facebooka po niezbyt głębokiej rozmowie z Dawidem, ale podałam mu swój numer telefonu, więc może zadzwoni. Już się ogarnęłam, nie jestem aż tak na niego napalona. Dotarło do mnie że w sumie wcale nie muszę z nim być. Możemy przecież spotykać się od czasu do czasu i pić wino do rana, też będzie okej.
  • awatar weercia: @retrum: dziekuję! :)
  • awatar retrum: niestety,dzisiaj nie uda mi sie przestalkowac calego twojego bloga nawet jakbym bardzo chciała:/ ale powiem ci jedno:jestes wspaniala osoba
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
trębki trębki i po trębkach...dostałam sznur, którego nikt mi nie pogratulował.. nerwy stres i krzyk. Jestem mega zmęczona ale też szczęśliwa, że mogę wreszcie przestać myśleć o Trębkach i zająć się próbą na pwd i nauką...
 

 
kolejne jedynki, chyba czas uświadomić sobie, że to nie podstawówka, gdzie ładne pisanie w zeszycie zapewni sukces. żeby go osiągnąć, trzeba mocno zapierdalać. nie ma innego wyjścia.
 

 
Piątek... czyli czas na rozmyślania Weroniki.

Czuję, że zaczyna się hardkor. Zaczyna sie prawdziwa nauka i klasówki co tydzień. na ten moment strasznie mnie to przeraża. Jednak wiem, że wystarczy chcieć, a wszystko będzie prostsze... Zostało 1,5 roku. 1,5 roku ostrego zapieprzania, ale gra jest warta świeczki, muszę po prostu chcieć.

Plan pracy w miarę ogarnięty. Jutro ostatnie poprawki, wniosek o otwarcie okresu próbnego, fabuła trasy zuchowej na rajd, wniosek o pwd... i kilka chwil spokoju

od poniedziałku ograniczam węglowodany. Nie do zera, ale stopniowo. Zacznę ćwiczenia. Musi być dobrze. Być może uda mi się osiągnąć własny ideał. Być może mu się spodobam. Moje największe marzenie choć raz by się spełniło.

Dobranoc
 

 
czas na dietę, czas na zmiany. chcę znaleźć motywację, poczuć się piękna i osiągnąć cel bycia ideałem dla niego.
 

 
II klasa LO, biolchem. tyle nauki. coraz mniej chęci do matury. czas spiąć dupę i wziąć się do pracy, bo inaczej żegnaj medycyno.
  • awatar Reachell: Trzeba spiąć cztery litery i usiąść do książek. Pozdrawiam z I klasy LO biol chem . Przeraża mnie dalsza perspektywa
  • awatar Gość: O jak trafiłam ! Tez bio chem 2 kl i zero chęci do nauki a medycyna czeka <3 / dążąc do prfekcji ;) jutro w sql czeka mnie 2 angole,chemia i biologia -.- miło znaleźć na pingerze 2 os z bio chem xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
kartka kupiona, zostanie wysłana za tydzień. generalnie nie liczę nawet na 'dziękuję'. nie podpisałam się, być może będzie wiedział, że to ode mnie, być może nie. na ten moment nie jest to moim największym problemem.
 

 
"czasami ludzie nie rozumieją obietnic, które składają, kiedy je składają"

"Ból domaga się, byśmy go odczuwali"

generalnie, boli mnie ząb, boli jak cholera, w nocy nie mogę spać. a zawsze jak mnie tak boli zastanawiam się, czy ten ból nie jest zaczątkiem innej, groźniejszej, czasem śmiertelnej choroby- nowotworu. i zawsze zastanawiam się, czy wtedy, gdybym zachorowała, byłby przy mnie ktoś, kto by mnie wspierał. ale nie wspierał dlatego, że musi, bo mu za to płacą, bo etyka wymaga... tylko osoba która wspiera, bo chce, bo jestem dla niej ważna.


obejrzalam "gwiazd naszych wina". przepiękny film, w sumie chyba chciałabym przeżyć coś takiego. miłość, z której wynika troska o drugiego człowieka. chyba nie chciałabym doznać tego bólu, jakim jest umieranie na jakikolwiek nowotwór, ale chciałabym po prostu dowiedzieć sie, co jest w umyśle takiej osoby. chciałabym być onkologiem, albo.. psychoonkologiem i móc to wszystko zrozumieć....


nie wiem , czemu, ale czuje, że jesteśmy z Julią trochę podobne, nieśmiałe, niewierzące w swoje siły nastolatki, których rodziny się rozpadły... ale być może to tylko moje głupie przeczucie...?

"maybe okay will be our always?"

 

 
wróciłam. jestem. z jednej strony rozpiera mnie radość- własne ciepłe łóżko, łazienka na miejscu, smaczne jedzenie, a z drugiej strony konieczność ogarnięcia mojego ciała i zregenerowania go po 2 tygodniach "olewania go" przeraża mnie. przytyłam. widzę to dokładnie.kałdun znów sie powiększa. czas zacząć dbać o to, by był coraz mniejszy. jest mi przykro, bo nie odwiedziła mnie mama. pierwszy raz tak strasznie za nią tęskniłam. zauroczyłam się, w Piotrku, którego usta mogą przyprawić o zawal. niestety. po wczorajszej refleksji i łzach do poduszki stwierdziłam, że to raczej nie to. nie wyleczyłam sie jeszcze z Przemka. ciągle zastanawiam się, jak on zareagowałby, gdybyśmy byli razem i gdybym wyjechała, czy dzwoniłby lub pisał? nie wiem, ale wczorajsza noc uświadomiła mi, jak bardzo jest zranione moje serce. chyba naprawdę pokochałam drugiego człowieka... szkoda tylko, że on nie potrafił tego docenić. a może wina tkwi we mnie...? jest mi mega smutno. juz od kilku dni. szkoda, że płacz przychodzi mi tak ciężko... tęsknie. tak kurewsko mocno brakuje mi Przemka, jego twarzy, uśmiechu, dłoni i ust... ale muszę sobie radzić, bo chyba nie mam innego wyjścia. najwyższy czas uświadomić sobie, że zostanę starą panną z pierdyrialdem kotów.

nie chcę jechać na kurs, szkoda mi mamy która będzie musiala dać mi pieniądze i zawieźć mnie do tego jebanego Radomska. szlag by to wszystko trafił. poza tym, nie wiem, czy jestem na to gotowa psychicznie. boję się, ze wyjdzie tak, jak z naramiennikiem...


dobranoc xx
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Nieświadomie zaczynam postrzegać Przemka, jak mojego Anioła. Czasem czuję że mogę powiedzieć mu wszystko ale jednak jakiś głos w mojej głowie powstrzymuje mnie. Mam nadzieję że będzie dobrze.

Wyjaśnić facetowi od wuefu że nie będzie się skakać bo wszystkie części ciała, które są za duże będą skakać razem ze mną. Niewykonalne. Zbyt wstydliwa sprawa. Tłumaczenie się jak ten "przedszkolak" . Doszłam do wniosku że już go nie lubię że nareszcie. Ale stanął obok i rumieńce od razu zagościły na mojej twarzy. Pff. Dajcie mi wakacje- idealny czas na zapominanie o szkolnych miłościach i zauroczeniach..
 

 
To stało się tydzień temu. Wigilia, jakaś taka miła atmosfera przyjaźni, radości etc. i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie było na niej Jego, osoby, która swojego czasu była dla mnie dosłownie wszystkim. Stwierdziłam, że może warto zakopać wszystkie spory, bo przecież niedługo święta... I poszłam. Życzyłam mu wszystkiego co najlepsze, takie życzenia naprawdę prosto z serca. Jedyne z czym miałam problem, to ze spojrzeniem mu w oczy. Mogłam usprawiedliwiać się tym, że przecież jest on dużo ode mnie wyższy, ale nie. Nie chcę ŻADNYCH GŁUPICH usprawiedliwień. Przed spojrzeniem w oczy powstrzymywał mnie strach. Strach przed tym, że to wszystko wróci. Ta cała miłość do niego, że rozpłaczę się i powiem, że tak kurewsko mocno tęsknie...
Minął tydzień. Od tego czasu cały czas o nim myślę. Zastanawiam się, co byłoby, gdybyśmy tego feralnego nie zerwali. Czy nadal potrafilibyśmy być dla siebie tak bardzo czuli... Jego twarz zabiera mi 4/5 marzeń, chciałabym, żeby znów mnie przytulił, pocałował, złapał za rękę, powiedział, że kocha... Ale na takie chcenie chyba już zbyt późno..
Dobranoc xx.
 

 
Tną się. Żyletka, nóż, nieważne, ważne że coś ostrego. Celowo tworzą rany na swoim ciele kilkoma cięciami. Zazwyczaj stosują wystarczająco dużo siły, aby przebić się przez skórę do krwi. Nie zdają sobie sprawy do czego prowadzi podjęcie takich działań -uzależnienie. Brak wystarczającej siły psychicznej, by poradzić sobie z otaczającym światem, cierpienie, ból wewnętrzny. Chęć utożsamienia bólu wewnętrznego z bólem zewnętrznym. Nikt nie robi tego bez powodu. Tłumią w sobie emocje, uważają że nikt ich nie zrozumie. Problemy miłosne, szkolne, rodzinne, chęć spróbowania, zwrócenia na siebie uwagi, brak akceptacji, samotność. Powodów sporo. Po czasie nawet to już nie wystarcza. Teraz nie zrozumie człowiek błędu, ale jak dojrzeje to będzie żałował. nie dość, że nie pomyśli, to później wstydzi się blizn i stara się je ukryć, jakby to miało odratować sytuację. Tną się, ponieważ potrzebują poczuć, że żyją, a do samego bólu zaczynają się przyzwyczajać. Dla nich, dla nas to coś normalnego. Ale dla Ciebie pewnie jesteśmy psychiczni. Otwórz oczy."
 

 
Boję się. Boję się zaufać ludziom. To wszystko chyba przez nią. Boję się kolejnych odrzucen. Tego że ktoś znów mnie nie zaakceptuje. Boję się mówią cokolwiek nawet Martynie, osobie która wie o mnie wszystko. Kurewsko boję się że ona też kiedyś mnie zostawi.. Choć to chyba nie w jej stylu... Mówiłam przecież też tak o Zosi. Ale wszystko co mówiła mi w trakcie naszej "przyjaźni" było nie o jej stylu.
Mam ochotę na zmiany. Takie duże. Z trzęsieniem ziemi i wybuchami. Chciałabym obciąć włosy, schudnąć, zmienić się, zmienić miejsce zamieszkania i tam poszukać akceptacji.
Smutno. Naprawdę. Chciałabym powiedzieć to wielu osobom, ale tak cholernie się boję.
 

 
"Patrzył na nią, chłonął jej widok. Nie wytrzymał natłoku emocji i uczuć, kotłujących się w jego duszy. Po prostu nie wytrzymał... I zaczął mówić. - Co jeżeli ciągle o Tobie myślę, hę? O Twoich wargach, Twoich słowach, Twoich oczach? Co jeżeli co rano budzę się z Twoim imieniem w głowie? Co jeżeli zasypiam z Twoją twarzą pod powiekami? Co jeżeli moje serce bije zaskakująco szybko, gdy tylko Cię zobaczę? Co jeżeli mój mózg wyłącza się, kiedy do głowy uderzy mi Twój zapach? W sumie to nie wiedział jak określić uczucia, którym ją darzył. Nie był w stanie opisać tego jednym słowem. Może to dlatego wyszła mu taka epopeja? Nie miał pojęcia. Ale mówił dalej... - Co jeżeli rozsadza mnie tęsknota, kiedy wiem, że zaraz odejdziesz, choćbyś nawet stała obok mnie? Co jeżeli śnisz mi się co noc, a ja czerpie z tego ogromną przyjemność? Co jeżeli to wszystko prawda? Dopiero po chwili dotarło do niego co powiedział. Dotarła do niego powaga tych słów, które przecież mógł streścić w jednym, głupim pytaniu. "Co jeżeli Cię kocham"? Poznał odpowiedź."
Kurwa. To jest piękne.
 

 
Urodziłam się 25.02.1997r. Mam na imię Weronika. Jeżeli ktoś poznałby mnie wtedy pomyślał by pewnie że nie mam nawet szans nie stoczyć się w życiu. Mój ojciec jest alkoholikiem. To taka straszna choroba. Zabiera z człowieka jego duszę. Zostawia tylko potwora, który jest w stanie ranić za alkohol. Mając 13 lat w moim życiu wydarzyło się coś, czego nigdy nie zapomnę. Mój ojciec próbował zgwałcić moją mamę. Na moich własnych oczach. Później wraz z mamą wyprowadziłyśmy się. Było lepiej. Mogłam żyć nawet w najgorszych warunkach ale jedynym szczęściem dla mnie było to że żyje bez ojca. Niszczyciela mojej radości. Nigdy nie byłam osobą lubianą. Zbyt łatwo poddawałam się emocjom, czego często żałowałam. Mając 14 lat uciekłam w internet. Tam poznałam Maćka. Maciek był rok młodszy i zakochany po uszy w dziewczynie ze starszej klasy. Zrobił coś, co kompletnie mnie zszokowało. Zaczął się okaleczać. Opisywał mi, jaką ulgę czuje robiąc to. Pewnego dnia będąc w dołku emocjonalnym też sięgnęłam po żyletkę. Czułam ulgę. Jakby te wszystkie złe emocje ulatywały razem z tą krwią. Lecz nagle zaczęło się układać. Zakochałam się. W chłopaku który potrafił oczarować uśmiechem. Jednocześnie nawiązałam nową przyjaźń. Po kilku miesiącach okazało się że Damian nic do mnie nie czuje. Cóż bywa. Ale chociaż moja przyjaźń nadal trwała. W pewnym momencie zaczynałam mieć wrażenie że moją przyjaciółka mną manipuluje. Ale od razu wybiłam sobie to z głowy. Przecież ona wspiera mnie na każdym kroku. Ufam jej. Ona była zawsze ze mną. Kiedy byłam szczęśliwa, smutna albo tak wcale bez powodu. Pewnego dnia napisał do mnie kolega. Napisał i rozpoczął pewien etap w moim życiu- poszukiwania własnej seksualności. Czułam się wyjątkowo, ponieważ to ON pozwolił MI odkryć siebie na nowo. W pewnym momencie zorientowałam się że on robi tak w przypadku KAŻDEJ znajomości. Było mi tak kurewsko przykro. Bałam się powiedzieć cokolwiek mojej przyjaciółce. Był to dla mnie zbyt duży wstyd. Zaprzestania swoich cierpień zaczęłam szukać w żyletce. Będąc na rehabilitacji po skręceniu kostki kupiłam jedną i ukryłam szczelnie tak żeby nikt jej nie znalazł. Kiedy byłam już za skraju zalałamania, wyjęłam moją żyletkę. Przeciągnęłam nią kilka razy po udzie aby poczuć ulgę. Napisałam o tym na twitterze. Dowiedziała się o jedna osoba za dużo. Powiedziała przyjaciółce. Ona stwierdziła że jej nie ufam... Odrzuciła mnie. Czasem pisała do mnie z propozycją spróbowania ponownie. Jednak ja boję się zaufać. Boję się kolejnego załamania. Dziś jestem człowiekiem oddychającym tylko tym marnym powietrzem z przyjaciółką 20 km od siebie i stertą myśli samobójczych.

Dawno mnie tu nie było. Więc macie.
 

 
Opuszczam narazie tego bloga.
Będę prowadziła jego kontynuację pod innym adresem,
Którego narazie nie podam.
Całuję.
Wasza W.
 

 
Tracę kontrolę. Nad sobą i swoim życiem. Dziś zaczęłam się zastanawiać co napisałabym w liście pożegnalnym. Nie . Narazie tego nie zrobię. Jeszcze trochę się boję.

Oglądam "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" . Widzę swoje dzieciństwo. Najtragiczniejszy czas w moim życiu. Strach przed powrotem do domu. Kłótnie. Awantury. A za kilka dni... Wszystko normalnie. Dobrze. Tylko po to żeby za chwilę znów mogło być źle.
 

 
Miałam dzisiaj iść poprawić biologię. Nie dałam rady. Dlaczego ? Wczorajsze wydarzenia tak mną wstrząsnęły, że nie byłam w stanie się skupić. Nie mówiąc już o nauczeniu się czegokolwiek. Mam nadzieję, że dyrektorka pozwoli mi to poprawić na początku tego tygodnia. Jeżeli nie- nie wybaczę sobie tego do końca życia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zaburzenia snu. Czyżby kolejny objaw depresji ?
 

 
' trying so hard not to cry ... '

Jedno spojrzenie. I milion łez w jednej chwili napłynęło mi do oczu. Gdyby nie fakt że był to kościół to pewnie krzyczałabym w niebogłosy, płacz nie pozwalałby mi oddychać. Tak. To chyba oznaka tego jak bardzo brakuje mi tej bliskości. Bliskości drugiego człowieka...